Kraina dobrobytu w środku pola reprezentacji Polski

pomocnicy kadry

Wygląda na to, że Jerzy Brzęczek będzie miał pozytywny dylemat związany z obsadą środka pola w reprezentacji Polski. To świetnie wróży przed przyszłorocznymi finałami mistrzostw Europy.

Mawiają, że największy, przegranym październikowego zgrupowania reprezentacji Polski okazał się Piotr Zieliński. Mimo że… nawet go na nim nie było. Pomocnik Napoli zakaził się koronawirusem, nie przechodząc go niestety bezobjawowo. „Zwykłe przeziębienie nie powoduje u sportowca, który robi tygodniowo kilkadziesiąt km, zadyszki przy wchodzeniu po schodach czy krojenia chleba i różnych innych dziwnych objawów” – relacjonowała w mediach społecznościowych żona Zielińskiego, którego udział w zgrupowaniu był rzecz jasna wykluczony.

Czy to przypadek?

To, że „Zielu” w kadrze nie potrafi uzewnętrznić całego potencjału i nawiązać do dyspozycji prezentowanej w Serie A, wiadomo powszechnie i trąci już o banał. Podobnie jak przypominanie słynnych słów trenera Brzęczka o „nadziei na to, że może kiedyś Piotrek wstanie rano i coś mu przeskoczy w głowie”. W październiku wyszło na to, że reprezentacja bez Zielińskiego może spisywać się dużo lepiej niż z nim. Na ile to przypadek, że jego brak zbiegł się ze świetnymi występami biało-czerwonych przeciw Finom (5:1) czy Bośniakom (3:0)? Odpowiedź na tak postawione pytanie pewnie dopiero przyniesie przyszłość, ale nie zmienia to faktu, że gdy już 26-latek wyzdrowieje i wróci do formy, Brzęczek będzie miał niemały ból głowy.

Tylko Krychowiak pod formą

Na ostatnim zgrupowaniu miał do dyspozycji pięciu środkowych pomocników: Jakuba Modera, Jacka Góralskiego, Grzegorza Krychowiaka, Karola Linetty’ego i Mateusza Klicha. O dziwo, ewidentnie rzucało się w oczy, że „pod formą” najmocniej znajduje się ten, od którego kanapowy fan polskiego futbolu zapewne wymaga najwięcej, czyli Krychowiak. Pozostali spisywali się naprawdę dobrze. Moder z Lecha Poznań udowodnił, że stanowi powiew świeżości, nową jakość i zarazem wielką nadzieję na przyszłość. Linetty z Torino, który w 2019 roku nie zaliczył w kadrze ani jednego występu, październikową postawą wrócił do łask. Klich pokazał, że u Brzęczka może prezentować ten sam poziom, co u Marcelo Bielsy w Leeds United. Góralski zaś postanowił zerwać z łatką „rębajły” potrafiącego jedynie faulować i stosować wślizgi. Prócz tego piłkarz Kazachskiego Kajratu Ałmaty po prostu mocno rozwinął się piłkarsko.

Obsługiwany Lewandowski

Pora na konkrety. Z Finlandią efektowną asystę przy drugiej bramce Kamila Grosickiego zanotował Moder. Z Bośnią kapitalna akcję Góralskiego z Linettym spartaczył – jak nie on! – Robert Lewandowski, uderzając z bliska nad poprzeczką. Potem środkowi pomocnicy maczali palce w każdym z trzech goli. Tego pierwszego strzelił Lewandowski po dograniu Kamila Jóźwiaka, poprzedzonym ładną wymianą piłki między Góralskim a Linettym. 2:0? Linetty trafił do siatki głową po podaniu Lewandowskiego. Była to druga w karierze bramka tego piłkarza w kadrze (w 27. występie). Pierwsza od… debiutu (2014 rok, 3:0 z Norwegią w Abu Zabi). Wynik meczu z Bośnią ustalił, a jakże, Robert Lewandowski, który skorzystał ze sprytnego dośrodkowania Klicha. 
***

Jeśli w futbolu nie ma niczego za zasługi, to kolejny mecz reprezentacja powinna zacząć z Piotrem Zielińskim na ławce – tym bardziej, że te zasługi mają raczej obecnie jego rywale w walce o skład. A walka będzie zacięta. Góralski, Linetty, Moder, Klich, Krychowiak… Miejsca w jedenastce są góra trzy. Selekcjoner pewnie nieraz podrapie się po czole. Ale tylko takich dylematów przed przyszłorocznym Euro sobie życzmy.